środa, 15 kwietnia 2015

Non c'e

Jes, mi scias, pasis pli ol kvar monatoj ekde kiam mi laste skribis. Sed intertempe multe okazis kaj fakte mi ne havis propran liberan tempon. Mia vivo iom ŝanĝiĝis kaj nun aspektas alie ol kutime. Mallonga resumo de lastaj monatoj - mi ŝanĝis loĝejon, mi vizitis Pollandon, alvenis novaj volontuloj (de Rusio kaj Ukrainio). Mi eĉ mem ne memoras kio okazis dum tiu tempo. Gravaj ŝanĝoj okazis ankaŭ en mia persona vivo.
Nun mi intensive lernas la italan. Mi devas ankaŭ rememorigi iom da rusa kaj ukraina, kiujn mi ekde longe ne uzis, ĉar nun mi gvidas kurson por komencantoj kaj foje estas pli facile ion klarigi en iu slava lingvo.
Kiel naskiĝtaga donaco mi ricevis semojn de ŝenoprazo kaj nun ĝi estas sufiĉe alta kaj manĝebla. Bedaŭrinde iom maldika. Mi plu plibonigas ankaŭ miajn kuirartajn kapablecojn, ĉefe per bakado de dolĉaĵoj, sed foje mi faras ankaŭ ion alian.
Se temas pli planoj - baldaŭ mi unua foje flugos per aviadilo al Sardio. Ankaŭ ĉiumonate ni veturas por kurso de EO en Bratislavo. Mi esperas, ke ekde nun mi provos trovi almenaŭ iomete da tempo por skribi blogojn (tiu-ĉi ne estas unu nura, kiun mi preskaŭ forlasis). Tio estas bona metodo por havi iom da tempo por pripensi kaj okupiĝi nur pri si mem. En nia oficejo tio estas sufiĉe malfacila, ĉar ni ĉiam estas komune.

Tak, wiem, minęły ponad cztery miesiące odkąd ostatnio tu pisałam. Ale w międzyczasie sporo się wydarzyło i właściwie nie miałam własnego wolnego czasu. Moje życie nieco się zmieniło i teraz wygląda inaczej niż zwykle. Krótkie podsumowanie ostatnich miesięcy - zmieniłam mieszkanie, odwiedziłam Polskę, przyjechali nowi wolontariusze (z Rosji i z Ukrainy). Nawet nie pamiętam już, co się przez ten czas wydarzyło. Ważne zmiany nastąpiły też w moim życiu prywatnym.
Teraz intensywnie uczę się włoskiego. Muszę sobie przypomnieć też nieco rosyjskiego i ukraińskiego, których nie używałam już od dłuższego czasu, bo teraz prowadzę kurs dla początkujących i czasem łatwiej jest coś wytłumaczyć w jakimś słowiańskim języku.
Jako prezent urodzinowy dostałam nasiona szczypiorku, który teraz jest całkiem wysoki i nadaje się do jedzenia. Niestety jest bardzo cieniutki. Poprawiam też swoje umiejętności kulinarne, głównie przez pieczenie słodkości, ale czasem robię też coś innego.
Niedługo po raz pierwszy będę lecieć samolotem na Sardynię. Co miesiąc jeździmy też na kurs do Bratysławy. Mam nadzieję, że od teraz spróbuję znaleźć choć trochę czasu na pisanie blogów (ten nie jest jedynym, który prawie porzuciłam). To dobry sposób na danie sobie trochę czasu dla siebie na przemyślenia i zajęcie się sobą. W naszym biurze to dość trudne, bo zawsze jesteśmy razem.

2 komentarze:

  1. Ann, myślałam, że UMARŁAŚ blogowo! dobrze, że żyjesz! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi ankaŭ ĉagreniĝis pri Vi.

    OdpowiedzUsuń